Mamy u nas na mieście taką tradycję, że zamiast halołin robimy sobie Dziady... rowerowe. Zaczęło się to wszystko bodajże trzy lata temu. Było nas może coś ponad 10 osób. Rok temu 30+. Wczoraj... 57. Aż się łezka w oku kręci jak widzi człowiek takie liczby. 
Co to za Dziady? Ano wskakujemy na rowery, odpalamy miliony lumenów i jedziemy przez las nad jezioro zrobić sobie ognisko. Z początku było łatwo, znaliśmy się wszyscy i mogliśmy utrzymywać równe tempo. Wczoraj... już tak łatwo nie było przy takiej ilości osób. Na szczęście ucierpiała tylko jedna osoba i (chyba) wszyscy wrócili do domu.
Aha, ta osoba to ja. Ręka na temblaku i ketonal przez jakiś czas. W skrócie: patrzyłem się do tyłu czy nikogo nie zgubiliśmy i kierownicą uderzyłem w ogrodzenie, potem w bark... Na SOR powiedzieli, że złamania nie ma więc tyle dobrego.
I tak było warto.

You may also like

Rowery (Tumblr)
2017
Zwierzęta (Tumblr)
2017
Wiosna (Tumblr)
2017
Lato (Tumblr)
2017
Zima (Tumblr)
2017
Won ze starym...
2017
Jesień (Tumblr)
2017
Back to Top